
GESM to nowy projekt naszego ukochanego teatru. Grupa złożona z kilkorga młodych ludzi przedstawiła w niedzielę spektakl na scenie Margines pt. "I było lepiej".
Nie będę się roztkliwiał nad fabułą, przejdę od razu do oceny.
Zacznijmy od aktorów, bo, przyznam szczerze, przede wszystkim na nich poszedłem. Spektakl tworzą, powiązane ze sobą oczywiście, dwie warstwy - ruchowo-taneczna i słowna. Ta druga jest, z małymi wyjątkami, zrealizowana źle lub fatalnie. Widać, że aktorom brak odpowiedniej techniki mówienia. Przez to są oni czasem niesłyszalni w ostatnim rzędzie niewielkiego przecież Marginesu. Błąd ten musi być koniecznie poprawiony, ponieważ widz, zamiast odbierać spektakl, szturcha sąsiada i pyta, co aktor(-ka) powiedziała. To frustrujące.
Nieco lepiej jest z uczuciami, które można wyczytać ze słów aktorów. Niektóre monologi naprawdę trafiają, choć zdarzają się kwiatki, po których miałem ochotę ryknąć śmiechem. Bo jak zareagować inaczej, jeśli ktoś, walcząc o życie, mówi kwestie tonem bez żadnego wyrazu?
Na szczęście, GESM nie tylko mówi, ale też się rusza i w ruchu właśnie pokazuje swój potencjał. Duże wrażenie robi choćby taniec z nożami tudzież z kredą. Ładne, naprawdę.
Spektakl GESM ma jednak dość istotny minus, a mianowicie scenariusz. Wstawki mówione są banalne, zwykłe, codzienne, ujęte nieciekawie i dość szablonowo. Spektakl, mam wrażenie, wiele by zyskał, gdyby zrobić go tylko tańcem. W końcu jest to, jakby nie było, teatr eksperymentalny. A tak wygląda na to, że GESM stanął w rozkroku między formą a treścią, niczego nie wyzyskując do końca.
Nie jest to jednak spektakl zły. Po prostu potencjał młodych artystów nie został dostatecznie wykorzystany. Widać, że stać ich na dużo, dużo więcej. Mimo to - polecam. Ważne wydarzenie w życiu olsztyńskiej sceny i będzie o nich jeszcze głośno.


